SKPB Łódź Korona Beskidów KPB - Beskid Sądecki – relacja ze zdobywania Radziejowej
KPB - Beskid Sądecki – relacja ze zdobywania Radziejowej
Autor: Maciej Klimczak    Utworzone: 12.08.2020


Drugi z kolei wyjazd cyklu „Zdobywamy Koronę Polskich Beskidów z SKPB Łódź” przeszedł już do historii. Tym razem postanowiliśmy zmierzyć się z najwyższym szczytem Beskidu Sądeckiego – Radziejową 1262 m.n.p.m. Wyruszyliśmy w piątek 16.01.2010 bezpośrednim pociągiem relacji Gdynia – Krynica. Bez przeszkód i opóźnień w sobotni poranek wypoczęci i wyspani (w pociągu było tyle wolnego miejsca, że każdy mógł spędzić noc w nader komfortowych warunkach) zameldowaliśmy się na stacji w Rytrze. Tu dołączyła się do nas pozostała część ekipy i w 14-osobowym składzie ruszyliśmy zdobywać Beskid Sądecki.


Góry przywitały nas iście bajkową aurą. Błękitne niebo, wspaniałe widoki, śnieżny puch otulający drzewa i zmrożony śnieg skrzypiący pod nogami – nic tylko wędrować. Dość sprawnie przez Kordowiec, Poczekaj dotarliśmy do przysiółka Niemcowa – tu krótki postój przy ruinach słynnej „Szkoły nad Obłokami” barwnie opisanej przez Marię Kownacką i już idziemy dalej. Do chatki pod Niemcową stąd niedaleko. Zostawiamy tu plecaki i posileni kanapkami ruszamy na zdobycie Królowej Beskidu Sądeckiego.

Nie minęła godzinka, a my już podziwiamy przepiękną panoramę Pienin i Tatr z przełączki między Rogaczami u stóp Wielkiego Rogacza. Nie zostajemy tu jednak na długo – przed nami jeszcze Radziejowa. Chwilę przed 16.00 meldujemy się na szczycie. Tu nasze oczy sycą się dookolną panoramą z drewnianej wieży. Widać wszystkie okoliczne pasma wyłaniające się z morza chmur. Szczególny zachwyt wzbudza wyjątkowo wyraźna panorama Tatr Słowackich na tle zachodzącego słońca. Niestety porywisty wiatr nie pozwala długo napawać się widokiem.

Rozpoczynamy powrót na Niemcową. Stoki Radziejowej nie dają jednak za wygraną. Jest ślisko, o upadek nietrudno. Pojawiają się pierwsze kontuzje. W końcu jednak wszyscy docieramy bezpiecznie do Chatki. Posileni odżywczą glumzą długo jeszcze siedzieliśmy przy ogrzewającym naszą izbę piecu. Ten jakże potrzebny w każdej chacie sprzęt stał się przekleństwem części z nas śpiącej na górnych pryczach pod powałą. Okazało się, że łatwiej wytrzymać w fińskiej saunie, niż zasnąć w Chatce na Niemcowej. Tylko nielicznym sztuka ta się udała, reszta w środku nocy musiała salwować się ucieczką na przyjemnie chłodną podłogę.

Rano po ciężkiej (ze względów termicznych) nocy, raźnie zabraliśmy się do śniadanka. Po tradycyjnym zdjęciu grupowym przed Chatą ruszyliśmy w górę. To już ostatni dzień w Beskidach. Przez Wielki Rogacz dotarliśmy na Obidzę, gdzie w schronisku raczyliśmy się miejscowymi przysmakami. Pozostał już tylko powrót do Piwnicznej, część grupy wybrała malowniczy szlak graniczny przez Eliaszówkę, osoby kontuzjowane zeszły do Piwnicznej bezpośrednio czerwonym szlakiem.

I tak dobiegł końca drugi z wyjazdów poświęcony zdobywaniu najwyższych gór w poszczególnych pasmach polskich Beskidów. Pogoda wyjątkowo dopisała, sprawiając że wędrówka byłą czystą przyjemnością. 


Już teraz serdecznie zapraszamy na kolejny wyjazd cyklu – tym razem pod koniec lutego.