SKPB Łódź Korona Beskidów KPB - Beskid Mały – relacja ze zdobywania góry Czupel
KPB - Beskid Mały – relacja ze zdobywania góry Czupel
Autor: Piotr Mączewski    Utworzone: 12.08.2020

Za nami pierwszy wyjazd w ramach zdobywania Korony Polskich Beskidów. Późno nocną porą w sobotę 7 listopada o godz. 1.15 spotkaliśmy się na dworcu Kaliskim w Łodzi, by stąd rozpocząć podróż w Beskid Mały w celu zdobycia jego najwyższego szczytu - góry Czupel. Po dość sprawnej przesiadce z pociągu na autobus w Bielsko Białej, w miejscu startu naszej wędrówki – Andrychowie byliśmy już o godzinie 8.00 Po uzupełnieniu niezbędnych na okres 2 dni zapasów żywności rozpoczęliśmy naszą wędrówkę w Pasmo Zasolskie Beskidu Małego.

 

Pierwszym podejściem tego dnia było wejście na Pańską Górę - górującą nad Andrychowem, na szczycie której zjedliśmy sobotnie śniadanie. Pomimo mglistego i dżdżystego poranka, mogący pojawiać się od czasu do czasu termiczny dyskomfort, został złagodzony przez ciepłą atmosferę stworzona przez uczestników grupy. Wraz z kolejnymi podejściami stała się ona wręcz gorąca. Szczególnie rozgrzewająco podziałało podejście na górę Gancarz – o co prawda niewielkiej wysokości bezwzględnej (802 m n.p.m.), lecz jej północe stoki stały się dla niejednej osoby pierwszym poważnym sprawdzianem formy. 


Po godzinie 14.00 dotarliśmy do schroniska na Leskowcu gdzie każdy miał okazję do złapania dłuższej chwili wytchnienia. Po dobrze wykorzystanej przerwie wejście na wierzchołek Leskowca (922 m n.p.m.) – trzeci pod względem wysokości szczyt Beskidu Małego – okazało się po prostu bezproblemowe. Niestety tego dnia Leskowiec nie obdarzył nas tym co ma najlepszego – czyli przepiękną Panoramą Beskidu Makowskiego, Żywieckiego, z możliwością dojrzenia wybitnych szczytów Beskidu Wyspowego, Gorców oraz Tatr. Pomimo, że mgła lekko odstąpiła, a co jakiś czas nieśmiało zerkało zza chmur słoneczko, naszym oczom ukazały się jedynie niektóre szczyty Beskidu Żywieckiego – Romanka, Pilsko i majestatyczna Królowa Beskidów – Babia Góra.


Kolejnym celem naszej wędrówki była Łamana Skała 929 m n.p.m. drugi pod względem wysokości szczyt Beskidu Małego – a najwyższy w Paśmie Zasolskim. Na jego wierzchołek dotarliśmy w momencie gdy zapadający zmrok podkreślił niesamowity spokój a zarazem potęgę tego miejsca. Po kilkudziesięciu minutach dalszego maszerowania w coraz większych ciemnościach dotarliśmy ok. godz. 18 do naszej przystani – Schroniska Pod Potrójną, gdzie z otwartymi ramionami zostaliśmy przywitani przez jego gospodarza. Posilając glumzą ciało i muzyką ducha, regeneracja sił przebiegała bardzo szybko. Zresztą w schronisku o tak studenckim charakterze jak Chata Pod Potrójną nie powinno to nikogo dziwić.


W niedzielny poranek byliśmy już tak wypoczęci, że nikt nie widział sensu przekładać niedzielne śniadanie na porę późniejszą niż 7 rano. W ten sposób po godzinie 8 opuściliśmy schronisko. Aura fenomenalnie nagrodziła nasz wczesny wymarsz obdarowując nas bezchmurnym niebem. W tych jesienno-złotych (z racji na bukowe listowie) warunkach dotarliśmy popołudniową porą do doliny Soły skąd roztaczał się przepiękny widok na główny punkt naszej wyprawy – Czupel 933 m n.p.m. Po zejściu do miejscowości Czernichów wiedzieliśmy, że czeka nas najtrudniejsze wyzwanie podczas tego wyjazdu – podejście trwające blisko 2 godziny o różnicy 540 metrów. W tym miejscu należą się wszystkim uczestnikom wyjazdu szczere gratulacje, gdyż pokonanie tej różnicy okazało się niczym niesamowitym i to w doskonale równym tempie marszu. W chwili kiedy z zachmurzonego już nieba wolno zaczął pruszyć śnieg, Czupel został zdobyty!!! Szczęśliwi ze zrealizowanego celu wyjazdu żwawo pomaszerowaliśmy w kierunku schroniska na Magurce Wilkowickiej, podziwiając migoczące w dolinie światła Żywca i okolicznych wiosek. Rozgrzewające schroniskowe jadło pozwoliło na wykrzesanie z nas resztek sił, aby z zegarmistrzowską wręcz precyzją zdążyć zejść w doliny na nasz powrotny pociąg. Zmęczeni, ale szczęśliwi wróciliśmy do Łodzi :-)


Piotr Mączewski (123)